Województwo częstochowskie – jedyna droga?

1 maja 2016 r. w naszym mieście odbyła się manifestacja pod hasłem „Jasne, że województwo częstochowskie”. Wydarzenie to wzbudzało kontrowersje, jeszcze zanim się odbyło. Radni z klubu Mieszkańcy Częstochowy protestowali przeciwko tej dacie, oskarżając Prezydenta Miasta Krzysztofa Matyjaszczyka o próby połączenia kwestii województwa z istotnym dla SLD dniem Święta Pracy oraz zwracając o uwagę o możliwe skojarzenia z pochodami pierwszomajowymi z czasów Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Władze miasta argumentowały zaś, że marsz ma towarzyszyć maratonowi, który był zaplanowany na ten dzień i apelowały na Facebooku o tłumne przybycie, przekonując nas, że „stoimy przed niepowtarzalną szansą aby nasze miasto ponownie stało się województwem na mapie Polski”.

Pomimo protestów, manifestacja odbyła się w zaplanowanym terminie. Medialna ofensywa i szumne hasła nie pomogły jednak przyciągnąć obywateli miasta, którzy w ten dzień, zamiast zgodnie z życzeniem władz walczyć o województwo, tłumnie udali się na majówkę. W marszu z pl. Daszyńskiego do pl. Biegańskiego wzięli udział praktycznie sami samorządowcy, z Prezydentem Miasta na czele. Czy oznacza to, że mieszkańcy regionu nie są zainteresowani reaktywacją województwa ze stolicą w naszym mieście?

Ostatni rzetelny sondaż, który obrazowałby realne poparcie dla tej inicjatywy wśród mieszkańców nie tylko Częstochowy, ale i okolicznych powiatów, z którymi mielibyśmy utworzyć województwo, został przeprowadzony 12 lat temu. Nigdy nie sprecyzowano nawet, z czego nowa jednostka podziału administracyjnego miałaby się składać. O ile w przypadku idei wydzielenia Warszawy z województwa mazowieckiego oczywiste jest, że chodzi teren w granicach administracyjnych miasta, o tyle kształt województwa częstochowskiego zależałby w dużej mierze od możliwości przekonania pobliskich powiatów do poparcia aspiracji Częstochowy. W obu tych kwestiach posiłkować się możemy zatem jedynie opiniami i planami prezentowanymi przez lokalnych samorządowców oraz parlamentarzystów z najbliższych nam okręgów.

Faktem jest, że najbardziej entuzjastycznie do tej idei podchodzą politycy związani z samą Częstochową. Jednak osoby związane z powiatami, które ewentualnie miałaby się znaleźć w nowym województwie, są, delikatnie rzecz ujmując, mniej skore do poparcia inicjatywy częstochowian. Pierwszym orędownikiem nowego podziału administracyjnego jest Szymon Giżyński, który swoją kampanię oparł w dużej mierze na obietnicy utworzenia województwa częstochowskiego jeszcze w tej kadencji. Jednak jego partyjni koledzy z województw świętokrzyskiego, łódzkiego, opolskiego i śląskiego dystansują się od jego obietnic, obawiając się utraty poparcia, jeśli nowe województwo miałoby powstać ich kosztem. W szczególności protestują kieleccy samorządowcy, obawiając się utraty powiatu włoszczowskiego. Stawia to posła Giżyńskiego w dość niezręcznej sytuacji, kiedy to musi przekonywać do swojej idei nie swoich przeciwników politycznych czy władze centralne, ale członków swojej własnej partii. Sytuacja jest tym bardziej komiczna, że jeszcze przed wyborami parlamentarnymi szef lokalnych struktur PiS przedstawiał kwestię województwa jako już załatwioną. Przekonywał wyborców, że pomysłowi przyklasnął sam prezes Jarosław Kaczyński i jeśli tylko Prawo i Sprawiedliwość sformuje rząd, Częstochowa dostanie to, o co walczy. Powyborcza rzeczywistość rozwiała wszelkie złudzenia. Rząd Beaty Szydło, pomimo wcześniejszych zapewnień Giżyńskiego, nie przewiduje zmian w podziale administracyjnym kraju. Chociaż Prezydent Matyjaszczyk od kilku miesięcy namawia mieszkańców do wysyłania listów do Pani Premier, a także zbiera podpisy za utworzeniem nowego województwa, Pani Prezes Rady Ministrów nie reaguje na te poczynania. Także lokalni politycy Prawa i Sprawiedliwości sprawiają wrażenie bezsilnych w tej kwestii i nie poruszają tematu województwa tak ochoczo, jak wcześniej.

Oprócz przedwczesnych zapewnień ze strony PiS i nieudolnych prób zmobilizowania mieszkańców ze strony SLD mamy także propozycję lokalnego referendum w sprawie utworzenia województwa, wysuniętą przez posła Tomasza Jaskółę z klubu Kukiz’15. Propozycja jest umotywowana chęcią zasięgnięcia opinii u mieszkańców regionu. Obawiać się jednak można, że będzie to kolejny kosmicznie drogi sondaż, a nie zabranie głosu w sprawie województwa przez samych zainteresowanych. W referendum ws. odwołania prezydenta Tadeusza Wrony wzięło udział zaledwie 21% mieszkańców miasta, czego nie można nazwać próbą reprezentatywną. Nasze okolice nie słyną zresztą ze szczególnego zaangażowania w życie publiczne – podczas ogólnokrajowego referendum w 2015 r. jedyną komisją w Polsce, w której nikt nie oddał głosu, była komisja w Częstochowie. Pamiętać także należy o ogólnej skłonności członków Kukiz’15 do rozpisywania referendum w każdej sprawie, bez zwracania uwagi na jego koszty.

Nie zapominajmy też, że aby stworzyć nowe województwo, okroić musimy te już istniejące, co z oczywistych względów wzbudza protesty poza Częstochową. Początkowo władze ościennych województw podchodziły do aspiracji naszych władz z rezerwą, ale przyjęcie uchwały o województwie częstochowskim przez naszą Radę Miasta, wywołało odzew. Marek Mazur, przewodniczący Sejmiku Województwa Łódzkiego, jeszcze w grudniu zainicjował spotkanie samorządowców z powiatów wieluńskiego, wieruszowskiego, pajęczańskiego i radomszczańskiego, którzy jednoznacznie negatywnie ocenili pomysł odłączenia ich powiatów od Łodzi i przyłączenia do Częstochowy. Radni tegoż sejmiku przyjęli także stosowną uchwałę, wyrażającą ich negatywny stosunek do reaktywacji województwa częstochowskiego kosztem południowych powiatów woj. łódzkiego.

Niezbyt przychylni nowemu województwu są samorządowcy z powiatu lublinieckiego. Zastępca burmistrza Lublińca w ten sposób wypowiadał się o inicjatywie częstochowskich polityków: „Lubliniec był w województwie częstochowskim. Na odtworzenie jednak tego województwa patrzymy bardzo sceptycznie. Nie widzimy celowości tworzenia województwa częstochowskiego. Mieszkańcy dobrze się czują w województwie śląskim.”

Trzeba pamiętać, że dużo trudniej jest wywalczyć zmiany w podziale terytorialnym Polski obecnie niż w 1998 r., kiedy podobne batalie prowadziło m. in. Opole. Wówczas dyskusja była otwarta, granice nowych województw nie były sztywno ustalone. Przy mobilizacji mieszkańców możliwe było wynegocjowanie ustępstw ze strony rządu AWS-u. Teraz jednak każda próba zmiany granic wywołuje protest w innym regionie, który na reformie miałby ponieść straty terytorialne. W tym kontekście zastanowić się należy, czy nie warto rozwijać współpracy z Katowicami w ramach obecnego województwa śląskiego i zabiegać o bardziej sprawiedliwy podział środków.

Należałoby też spojrzeć na dane statystyczne. Częstochowa jest jednym z kilkudziesięciu miast, które utraciły status miasta wojewódzkiego po reformie w 1999 r. Jednak zarazem należy do największych miast w tej kategorii. Tak jak Gdynia, Sosnowiec i Radom, Częstochowa nie została miastem wojewódzkim, choć jest większa niż Rzeszów, Olsztyn, Kielce, Toruń czy Opole. To ostatnie miasto ma status miasta wojewódzkiego, choć nie należy nawet do 30 największych miast w Polsce.

Z drugiej strony statystyka każe się zastanowić, czy to wielkość miasta powinna być kluczowym czynnikiem przy ustalaniu podziału administracyjnego w kraju. Znamy przykłady zarówno miast dużych, także wojewódzkich, które nie mogą poradzić sobie z zastojem gospodarczym i ujemnym saldem migracji, ale także miast niewielkich, które prężnie się rozwijają i umieją znaleźć receptę na odpływ mieszkańców do większych ośrodków miejskich. Przykładem tego może być Gorzów Wielkopolski, który pomimo statusu miasta wojewódzkiego, ma wiele problemów gospodarczych oraz od wielu lat boryka się z masowym odpływem mieszkańców, a dochód na mieszkańca jest tam niższy niż w Częstochowie. Dla odmiany miasta takie jak Słupsk, Siedlce, Włocławek, Tychy, Krosno czy Ostrołęka osiągają zdecydowanie wyższy dochód per capita niż Częstochowa, chociaż są one niewielkie i nie mają szczególnego potencjału wynikającego np. z bogactw naturalnych czy korzystnego usytuowania.

Jednak oprócz twardych danych statystycznych mamy także inne czynniki, jak historia i kultura. Nie można zaprzeczyć, że Częstochowa nie jest ze Śląskiem związana ani historycznie, ani pod żadnym innym względem. Podczas gdy Zagłębie rozwijało górnictwo, w naszym mieście budowano fabryki włókiennicze, które następnie w czasach PRL na pozycji głównego pracodawcy zastąpiła huta. Nikt w Częstochowie nie mówi po śląsku, gdy w stolicy naszego obecnego województwa wciąż można się z tym spotkać. Prawdą jest jednak, że Sosnowiec również nie ma wielu kulturowych związków z Katowicami, należąc historycznie do Małopolski, a nie postuluje odłączenia się od obecnej stolicy.

Wróćmy także do kwestii składu województwa częstochowskiego oraz możliwości jego utrzymania. Samo miasto Częstochowa w istocie może mieć potencjał. Jesteśmy znani w Polsce jako centrum pielgrzymkowe. W najbliższej okolicy naszego miasta znajdują się także wapienne skałki, będące rajem dla pasjonatów wspinaczki oraz ruiny kilku zamków z okresu średniowiecza. Poprzez wypromowanie bardziej zróżnicowanej oferty turystycznej miasto mogłoby czerpać dochody z tego sektora gospodarki. Jednak okoliczne powiaty nie należą do zamożnych, a na ich terenie nie znajdują się zakłady generujące wysokie przychody. Wg rankingu bogactwa samorządów na rok 2014 powiat częstochowski należy do jednych z najbiedniejszych w Polsce (305 miejsce). Jeszcze biedniejszy od niego jest przylegający powiat kłobucki (306 miejsce). Powiat myszkowski jest w niewiele lepszej sytuacji finansowej (280 miejsce). Bogaty powiat lubliniecki (52 miejsce) jest przeciwny tworzeniu województwa częstochowskiego i w przypadku jego powstania pozostanie w granicach administracyjnych Katowic, nie Częstochowy. Istnieje zatem obawa, że nowopowstałe województwo byłoby skazane na dopłaty z budżetu centralnego. Możliwe jest także, że nasze miasto nie zdoła przekonać okolicznych powiatów do współpracy, a województwo stanie się w istocie Wolnym Miastem Częstochowa.

Za powstaniem województwa przemawiają pewne argumenty, jednak racje strony mu przeciwnej są równie silne. W tym temacie potrzebna jest przede wszystkim spokojna i merytoryczna debata, nie zaś przedwczesne deklaracje i przepychanki polityczne. Partia Razem postuluje, aby samorządowcy większą wagę przykładali do rozwiązywania problemów miasta i regionu, nie mamiąc mieszkańców obietnicą natychmiastowej poprawy sytuacji po ustaleniu nowego podziału administracyjnego. Nie możemy pozwolić, aby tak istotny dla mieszkańców regionu temat stał się narzędziem manipulacji w kolejnych kampaniach wyborczych i zastąpił dyskusję o możliwościach rozwoju regionu. Województwo nie jest bowiem remedium na problemy gospodarcze i choć faktycznie daje większą swobodę w dysponowaniu środkami z budżetu centralnego i Unii Europejskiej, nie zastąpi racjonalnej i długofalowej strategii gospodarczej. Sam status miasta wojewódzkiego nie przyciągnie automatycznie inwestorów, tworzących wysokiej jakości miejsca pracy i nie zatrzyma mieszkańców, wyjeżdżających z Częstochowy za pracą i perspektywami.

Chociaż w latach 1989-1998 istniało województwo częstochowskie, nasze miasto w tym okresie odnotowało ujemne saldo migracji, a bezrobocie wzrosło o 500%. Istnienie województwa nie zapobiegło upadkowi wielkich częstochowskich przedsiębiorstw jak Elanex, Wełnopol czy Warta, co wywołało lawinowy wzrost bezrobocia, ani nie uchroniło miasta przed skutkami nieudolnej polityki władz samorządowych. W tych latach zmniejszyła się także liczba szkół i przedszkoli, a Częstochowa notorycznie spadała w kolejnych rankingach, co łatwo można sprawdzić w rocznikach i kwartalnikach statystycznych. Politycy orędujący za województwem mimo wszystko także powinni to wiedzieć.

Obecne władze miasta żądają od mieszkańców zaangażowania w promowaną przez nie batalię o siedemnaste województwo, wmawiając nam, że jedynie to może pomóc Częstochowie wyjść z marazmu. Gdyby walka ta się udała, stalibyśmy się miastem wojewódzkim bez starówki i miejskich parków, z zaniedbanymi terenami zielonymi i zanikającym, przestarzałym przemysłem, za to z niesamowitą ilością sklepów wielkopowierzchniowych i aptek, które w przeważającej większości kształtują krajobraz naszego miasta. Bez dobrej woli i zaangażowania władz miasta oraz rozsądnej i przemyślanej strategii na najbliższe lata nawet uczynienie Częstochowy stolicą Polski nic tu nie pomoże.

Małgorzata Mróz, działaczka Partii Razem okręgu częstochowskiego, uczennica liceum ogólnokształcącego;

[Grafika: Na górze znajduje się tytuł: “Stop igrzyskom politycznym!”. W tle znajduje się mapa Polski z podziałem na województwa i zaznaczoną Częstochową. Poniżej tytułu opis: “Brak województwa częstochowskiego stał się usprawiedliwieniem bierności władz samorządowych. Nie pozwólmy na manipulowanie mieszkańcami!”.]
SHARE IT: Facebook Twitter Pinterest Google Plus StumbleUpon Reddit Email

Commenting area

  1. częstochowa 4 maja 2016 at 20:50 · ·

    Zgadzam się z tym, że najważniejsze jest myślenie o rozwoju miasta i regionu w obecnej sytuacji. Niestety, miasto kładzie zbyt mały nacisk na działania prospołeczne, proedukacyjne i proprzedsiębiorcze. Władze miasta w bardzo małym stopniu angażują się w życie miasta, które przez to, jak również przez brak aktywności obywatelskiej zamiera.

    Nie oznacza to jednak, że odtworzenie województwa nie powinno być jednym z naszych celów. Jak sami wspomnieliście, Częstochowa powiązań ze Śląskiem nie ma żadnych. Jesteśmy przez władze wojewódzkie traktowani jak “gorsza” część województwa i walczą o utrzymanie nas w swych granicach tylko po to, aby otrzymywać więcej pieniędzy na “rozwój biedniejszych regionów” (te pieniądze zostają jednak na faktycznym Śląsku).

    Wasze porównanie Częstochowy do mniejszych miast na podstawie dochodu per capita jest mało merytoryczne. Nawet jeśli Włocławek posiada większy dochód per capita, to posiada również ponad 17% bezrobocia (23% w powiecie). Większość mieszkańców Siedlec (notabene jedno z najbardziej zadłużonych miast Polski, którego władze znane są z wywalania pieniędzy w błoto) i Ostrołęki mieszka i pracuje w Warszawie, jedynie odprowadzając podatki i będąc zameldowanymi u siebie. Podobna sytuacja jest w Tychach, gdzie wielu mieszkańców pracuje w ogólnym GOPie, poza tym posiadają kilka ogromnych zakładów.
    Porównanie do tych miast jest o tyle mało zasadne, że Częstochowa nie jest “miastem ościennym” jak te, które wymieniliście – Częstochowa jest naturalnym liderem regionu gospodarczo i edukacyjnie.

    Patrząc na lata 1989-1998 zapomnieliście o tym, że były to czasy Balcerowicza i wszechobecnej prywatyzacji i wyprzedawania wszystkiego. Nie województwo miało wpływ na wymienione przez was wydarzenia – jedynie działo się u nas to samo, co w całym kraju. Choć co do jednego się zgodzę – sporą winę ponoszą za to ówczesne nieudolne władze.

    Zgadzam się ze stwierdzeniem, że walka o województwo nie powinna być gierką polityczną. Nie można jednak sprzeciwiać się temu tylko z tego powodu – byłoby to jedynie kontynuowanie “upolityczniania” tych działań. Zgadzam się również z tym, że województwo to nie jest cudownym rozwiązaniem wszystkich problemów – jednak będąc miastem wojewódzkim i dostając dopłaty na rozwój naszego, bądź co bądź, biednego i zaniedbanego regionu będzie nam łatwiej je rozwiązywać. Trudno będzie sprzątać parki i remontować/odbudowywać starówkę, jeśli większość mieszkańców wyjedzie z miasta, a ci którzy zostaną będą bezrobotni i bez perspektyw do życia. Będąc miastem wojewódzkim łatwiej również zachęcić przedsiębiorców do inwestowania u nas.

    Oczywiście, województwo byłoby tylko jednym krokiem. Pieniądze, które byśmy otrzymywali powinny być mądrze wydane – na rozwój edukacji, poprawę jakości przestrzeni publicznej, wspieranie przedsiębiorczości i innowacyjności oraz kulturę i wydarzenia kulturalne, których jest u nas garstka w przeciwieństwie do tych “okropnych” lat 90, kiedy to na terenie naszego województwa odbywały się duże festiwale i koncerty.

    Bardzo lubię waszą partię, cieszę się, że angażujecie się społecznie – oby tak dalej, tego nam brakuje! Szczególnie podoba mi się fakt, że młodzi ludzie – licealiści i studenci – tak chętnie działają, chcąc coś zmienić, szczególnie w naszym mieście. Mimo waszego sprzeciwu w tej sprawie – mój głos macie.

    A, jeszcze przykład referendum z 2015 jest kiepski – w Częstochowie była dokładnie taka sama frekwencja jak średnia krajowa, do tego prosiłbym o źródło (rzetelne) informacji o jedynej w Polsce komisji gdzie nikt nie oddał głosu, bo jakoś nie znalazłem takiej informacji.

Trackbacks for this post

Comments are now closed for this article.