Ze skrajności w skrajność

W czasach PRL mieliśmy do czynienia z regularnym fałszowaniem historii, w szczególności tej najnowszej – Katyń, powstanie warszawskie, operacja Dunaj. W 1989 r. odzyskaliśmy po latach szansę nauczania o faktach, nie mitach. Mieliśmy napisać podręczniki do historii na nowo, w sposób obiektywny, zgodny z prawdą historyczną. To w celu wyjaśnienia niejasnych aspektów naszej przeszłości powołano Instytut Pamięci Narodowej. Trudno jednak uznać, że zdaliśmy ten egzamin.

Tak jak niegdyś wszystkich bez wyjątku członków podziemia antykomunistycznego uznawano za zdrajców ojczyzny, współcześnie wszystkich bez rozróżnienia się gloryfikuje. Do jednego worka wrzuca się Emila Fieldorfa „Nila” i Józefa Kurasia „Ognia”, Witolda Pileckiego i Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”. Ten ostatni doczekał się nawet pośmiertnego awansu i pogrzebu z udziałem Prezydenta RP, chociaż na swoim koncie ma życie kilkudziesięciu litewskich cywilów, w tym dzieci i ciężarnych kobiet. Przed 1989 rokiem całe podziemie uznawano za zbrodniarzy, dziś honory oddaje się winnym zabójstw na cywilach, a ich poczynania próbuje się usprawiedliwiać. Czarno-biała wizja historii rzadko jednak ma coś wspólnego z prawdą. Wiele z tych postaci wzbudza kontrowersje. Nie da się jednoznacznie określić, czy ich bohaterstwo zmazuje winy, czy to jednak winy przyćmiewają bohaterstwo.

Dlaczego teraz o tym piszę? Niecałe dwa tygodnie temu Partia Razem zaproszenie na I Częstochowski Marsz Pileckiego zorganizowany przez lokalny oddział konserwatywno-liberalnego stowarzyszenia KoLiber. Pochód będzie poprzedzony mszą świętą w Archikatedralnej Parafii Świętej Rodziny. Do tego całe wydarzenie sponsorowane jest przez sklep z nacjonalistyczną odzieżą, który nie omieszkał stworzyć specjalnej promocji z tej okazji. Na stronie wydarzenia przeczytać możemy, że „Do wygrania [jest] kupon na 10% zniżki na cały asortyment w sklepie odzieży patriotycznej Red is Bad! Do rozdania mamy 10 kuponów.” Pilecki okazuje się być postacią o ogromnym potencjale reklamowym. Nie dość, że możemy uczcić rotmistrza, to przy okazji można nawet wygrać zniżkę na nową bluzę z nadrukowaną na ramieniu opaską powstańczą lub ochraniacz na zęby…

Pomijając już niezbyt eleganckie załatwienie kwestii patronatu nad wydarzeniem i dodanie (ostatnimi czasy niemalże wszechobecnego) elementu komercji do marszu, zastanawia przede wszystkim cała narodowo-liberalno-katolicka otoczka wydarzenia. Dlatego odmówiliśmy udziału w tym wydarzeniu, choć samą postać Pileckiego darzymy szacunkiem. Nie będziemy jednak firmować logiem Razem demonstracji wzywających do przemocy nacjonalistów. Czy naprawdę musi być tak, że uroczystościom upamiętniającym zasłużone postaci zawsze musi towarzyszyć narracja tak jednowątkowa i wykluczająca?

Jak to się stało, że politykę historyczną zawłaszczyła skrajna prawica? Pierwsze rządy postsolidarnościowe, po epizodzie z uchwałą lustracyjną, raczej bagatelizowały te zagadnienia, zostawiając je historykom i co bardziej skrajnym politykom. Również SLD nie angażował się w tę dziedzinę, a jego politycy z oczywistych przyczyn woleli zapomnieć o przeszłości swojej partii. Zainteresowanie historią wróciło kilkanaście lat po transformacji, gdy prawica zaczęła ją eksploatować na potrzeby legitymizacji IV RP. Nie da się też ukryć, że środowiska lewicowe niemal zupełnie porzuciły zagadnienia historyczne, nie przeciwstawiając żołnierzom “wyklętym” własnych autorytetów, własnej narracji historycznej. Postaci takie jak Marek Edelman czy Irena Sendlerowa były przez lata wspominane częściej zagranicą niż na naszym polskim podwórku. Młode osoby, zainteresowane przeszłością swojego kraju, miały do wyboru przyjąć narrację nacjonalistyczną, przedstawianą zresztą w bardzo atrakcyjnej formie lub doszukiwać się faktów na własną rękę, budować wszystko samemu od zera. Prawicowa wersja historii była kusząca, bo prosta. Prościej jest przecież przyjąć opowieść o niezłomnych bohaterach z lasu walczących w imieniu narodu z prześladującym ich wielkim, obcym złem niż zwracać uwagę na szczegóły, niejasności i wieloaspektowość historii.

Za mało było też refleksji nad tym, jakiego patriotyzmu współcześnie potrzebujemy. To zadanie przypada przede wszystkim systemowi edukacji. Szkoła przedstawia uczniom teksty, w których spiżowe postaci bez skazy składają swe życia na ołtarzu ojczyzny. Typowe są akademie z częścią oficjalną, gdzie o danym wydarzeniu monotonnym głosem opowiada któryś z uczniów, a po której następuje część artystyczna, złożona z mniej lub bardziej udanej recytacji wierszy i wykonań stosownych pieśni. Nie ma miejsca na pogłębioną refleksję nad różnymi aspektami historii. Jedynym przedstawieniem patriotyzmu nietradycyjnego jest spotkanie z „Lalką” Bolesława Prusa w drugiej klasie szkoły ponadgimnazjalnej, czyli wówczas, gdy większość uczniów ma już ukształtowane spojrzenie na tę kwestię. W tej sytuacji ogromna odpowiedzialność ciąży na nauczycielach języka polskiego, historii oraz wiedzy o społeczeństwie – oni decydują, jaką wizję Polski nam przekażą.

Rzut oka na program nauczania pokazuje, że nikt nie odpowiedzialny za edukację młodzieży nie zadał sobie fundamentalnego pytania – czy w istocie w XXI wieku powinniśmy promować patriotyzm heroiczny? O ile w 1939 r. deklaracja gotowości do oddania życia za ojczyznę miała realną wartość, obecnie wzbudza raczej śmieszność. Siedząc w wygodnym fotelu każdy może odpowiedzieć teleankieterowi, że tak, oczywiście, poszedłby na każdy front i broniłby Polski do ostatniej kropli krwi, a następnie wrócić do oglądania ulubionego serialu. Kto jednak gotów byłby odrzucić ofertę pracy zagranicą za kilkukrotnie wyższą pensję, aby pracować w kraju i w ten sposób zwrócić społeczeństwu koszt swojej edukacji, który w przypadku niektórych zawodów opiewa na kilkaset tysięcy złotych? Ile osób poświęca dobrowolnie swój wolny czas, aby udzielać się w organizacjach pożytku publicznego lub w inny sposób działa na rzecz swojej lokalnej społeczności?

Trwamy w kulcie symboli – przykładamy ogromną wagę do zapalania zniczy, składania kwiatów, wygłaszania mów, jednak niewielką do realnych działań. Ofiarą tego podejścia pada również młodzież, która najpierw gromadnie bierze udział w różnorakich marszach, by potem zwyczajnie rozejść się do domów i wrócić do swoich zwykłych zajęć. Udział w kultywowaniu pamięci o historycznych postaciach i wydarzeniach nie przekłada się na  codzienne postępowania. Młodemu nacjonaliście łatwo ogłosić swoim autorytetem sanitariuszkę podziemnego oddziału, która zginęła heroiczną śmiercią, nieco trudniej – zacząć od wolontariatu w lokalnym hospicjum.

Manifestowanie podziwu dla osób, które oddały życie za swoje wartości, niekoniecznie ma więc związek z ich faktycznym wcielaniem w życie. Stało się raczej sposobem na określenie swojej przynależności politycznej lub wyrazem buntu wobec otaczającej nas rzeczywistości. Na Marszu Niepodległości równie często padają hasła historyczne, jak i antyrządowe, a w asortymencie wspomnianego już w artykule sklepu są zarówno koszulki z kotwicą powstańczą, jak i motywy antyunijne. Historyczne akcenty to zwykle tylko ornament dla buntu, wyrażenia sprzeciwu wobec sytuacji gospodarczej czy pozycji Polski na arenie międzynarodowej.

Orzekanie o faktach i mitach nie jest już tylko domeną historyków – w dobie Internetu swoje zdanie wyrazić może każdy, kto ma możliwość dodawania komentarzy. To my decydujemy, kto i jakimi zasługami nam imponuje, jakie aspekty w danym fakcie historycznym są dla nas najistotniejsze. Do upamiętnienia postaci, która jest dla nas autorytetem, nie potrzebujemy już szkolnych akademii czy państwowych uroczystości. Kultywowanie pamięci objawia się poprzez czynności tak proste jak opublikowanie postu na portalu społecznościowym czy noszenie odpowiedniej koszulki. Choć w teorii powinno to umożliwić zaistnienie wielu narracjom – także tym lokalnym, mniejszościowym – doprowadziło do jeszcze większego zdominowania debaty publicznej przez tylko prawicę. Bagatelizowanie przez lata przez lewicę polityki historycznej doprowadziło do tego, że dziś jedno przekłamanie zostało zastąpione przez drugie. Jeśli chcemy zmienić nastawienie młodzieży, musimy zacząć działać oddolnie.

Niestety inicjatyw wykraczających poza narrację nacjonalistyczną jest wciąż niewiele. Pozytywnie wyróżnia się tu m. in. akcja Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN upamiętniająca powstanie w getcie warszawskim – pierwszego zrywu wyzwoleńczego podczas II wojny światowej. Osoby, które zgłoszą się do projektu, wykonują własnoręcznie papierowe żonkile, które 19 kwietnia rozdają na ulicach polskich miast. Kwiat nawiązuje do zwyczaju Marka Edelmana, który corocznie otrzymywał od anonimowego nadawcy bukiet żonkili, a następnie przynosił go pod Pomnik Bohaterów Getta. Dzięki ogólnopolskiemu zasięgowi akcji możliwe jest przypomnienie Polakom o kilkusetletniej, wspólnej polsko-żydowskiej historii.

Istotny jest również przekaz, który płynie do nas z ekranów kin. Chociaż niektóre produkcje wciąż stawiają na heroiczny sposób ukazywania niektórych postaci, coraz więcej jest filmów starających się przedstawić przeszłość z wielu stron. W „Wołyniu” reżyser postawił sobie ambitny cel ukazania skomplikowanych polsko-ukraińskich relacji na Kresach Wschodnich, które w końcu stały się przyczyną tragedii. Trudno powiedzieć, jaki będzie ostateczny rezultat tych starań — trwa publiczna zbiórka na dokończenie realizacji filmu —  ale „Wołyń” zebrał na razie pozytywne recenzje z bardzo różnych środowisk, co daje nadzieję, że Polacy zaczynają doceniać próby przedstawienia różnorodności i złożoności dziejów.

Historia Polski jest wielowątkowa, złożona z różnych opowieści o tych samych wydarzeniach. W naszej pamięci powinniśmy uwzględniać także głosy mniejszości, historie lokalne, istotne dla danych regionów. Ważne jest także ukazywanie młodzieży katalogu istotnych postaci w sposób uczciwy, bez sztucznego wybielania. Nie możemy pozwolić też na wymazywanie z przeszłości naszego kraju tych elementów, które nie są zgodne z linią partii rządzącej – pomijanie lewicy czy postaci pochodzących z mniejszości narodowych po prostu ogranicza naszą możliwość poznania i zrozumienia przeszłości. To, jak używa dziś historii prawica, przypomina niestety politykę historyczną PRL, narzucający przy pomocy instytucji państwowych jedynie słuszny punkt widzenia.

Małgorzata Mróz, działaczka Partii Razem okręgu częstochowskiego, uczennica liceum ogólnokształcącego;

 

[Grafika: Obrazek podzielony jest na dwie części – niebieską i karminową. Po prawej stronie znajduje się cytat z książki “Miłość w Powstaniu Warszawskim” Sławomira Kopera: “Historia nigdy nie jest wyłącznie czarno-biała […] Ma wiele kolorów, tak jak barwne jest codzienne życie i barwni są jego bohaterowie.” Tło dla tego tekstu stanowi obrazek sanitariuszek. Na dole po lewej stronie znajduje się zdanie: “Nie pozwólmy zawłaszczyć historii nacjonalistom!” W tle widać marsz na cześć Witolda Pileckiego prowadzony przez członków ONR.]
SHARE IT: Facebook Twitter Pinterest Google Plus StumbleUpon Reddit Email

Komentarze

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>